Historie absolwentów

Dokąd prowadzi własna orbita

Nasi absolwenci ruszają w świat różnymi drogami — na studia, w podróż, we własne projekty. Łączy ich jedno: nauczyli się słuchać własnej ciekawości i brać odpowiedzialność za swoje wybory. Tutaj zbieramy ich historie.

Prosto od nich

Losy naszych uczniów

Opowiedziane ich własnymi słowami — bez skrótów i bez poprawek. Będzie ich przybywać.

Do Galileo trafiłam w połowie piątej klasy, po bardzo trudnych doświadczeniach w poprzedniej, publicznej szkole. Byłam wtedy zamknięta w sobie, wybuchowa i bardzo nieufna wobec ludzi. W poprzedniej szkole często traktowano mnie jak problem. W Galileo po raz pierwszy spotkałam się z podejściem: „spróbujmy zrozumieć, co się dzieje i jak możemy Ci pomóc”.

Nauczyciele nie walczyli ze mną, kiedy miałam wybuch emocji. Zabierali mnie na bok, rozmawiali i dawali mi czas. W końcu im zaufałam i była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. W ciągu dwóch lat nauczyłam się panować nad emocjami, radzić sobie z paniką i przede wszystkim ufać ludziom.

W Galileo uczniowie i nauczyciele mówią do siebie po imieniu. Dla kogoś z zewnątrz może to być drobiazg, ale w rzeczywistości tworzy ogromne poczucie zaufania. Relacja uczeń–nauczyciel nie opiera się tylko na tym, że jedna osoba przekazuje wiedzę, a druga ma ją zapamiętać.

Galileo wyróżniało też podejście do nauki. Każdy uczeń może uczyć się w swoim tempie i własnym sposobem. Przez pół roku nie mogłam zrozumieć ułamków, a moja nauczycielka matematyki, Karolina S., zamiast odpuścić, wymyślała kolejne sposoby, żeby mi je wytłumaczyć. Efekt? Egzamin ósmoklasisty z matematyki zdałam na 76%, mimo że wcześniej byłam pewna, że nie przekroczę 28%. A z wszystkich przedmiotów uzyskałam średnią 80%.

Dopiero po przejściu do publicznego technikum zobaczyłam, jak wyjątkowe było to podejście i jak bardzo nie jest to oczywiste. W Galileo nie chodziło o jak najszybsze „przerobienie podręcznika”, tylko o to, żeby uczeń naprawdę zrozumiał materiał. W obecnym technikum zdarza się, że klasa nie rozumie danego zagadnienia, ale materiał został już raz omówiony, więc trzeba iść dalej, a zaległości nadrobić samemu w domu. W Galileo nie spotkałam się z takim podejściem. Jeśli czegoś nie rozumiałam, nauczyciel po prostu szukał innej drogi, aż znalazł sposób, który do mnie trafi.

Ale szkoła dała mi znacznie więcej niż wiedzę. Były wycieczki, nocowania, wspólne obiady, rozmowy i mnóstwo zwykłych chwil, które do dziś bardzo dobrze pamiętam. Uczniowie i nauczyciele mówili do siebie po imieniu, dzięki czemu relacje były dużo bardziej oparte na zaufaniu. Z perspektywy czasu właśnie te zwyczajne rzeczy okazały się ważne. Szkoła nie była miejscem, do którego przychodziło się tylko na lekcje. Była miejscem, w którym po prostu dobrze się żyło.

Bardzo dużo dały mi również wycieczki i wspólne spędzanie czasu. Były świetnie przygotowane, ale jednocześnie nie sprawiały wrażenia kolejnego obowiązku. Pamiętam nocowania w szkole, pełne rozmów, śmiechu i wspólnej zabawy.

Pamiętam też wyjścia do zoo, gdzie mogliśmy wejść do zagrody ze zwierzętami, głaskać je, przytulać i dawać im smakołyki. To są właśnie te wspomnienia, które zostają na długo.

Kiedy przyszłam do Galileo, bałam się ludzi. Po trzech latach wyszłam z tej szkoły jako zupełnie inna osoba. Poszłam do wojskowego technikum jako otwarta, towarzyska i dużo bardziej pewna siebie dziewczyna. Dzisiaj mam wielu przyjaciół, pracuję i potrafię radzić sobie w sytuacjach, które kiedyś byłyby dla mnie ogromnym problemem.

Dlatego jeśli ktoś zastanawia się, czy wybrać Galileo, powiedziałabym jedno: nie musicie być idealnymi uczniami. Wystarczy, że dacie sobie szansę.

Nie uważam, że Galileo zrobiło za mnie całą pracę. To ja musiałam się zmienić, nauczyć i przepracować wiele rzeczy. Ale bez ludzi, którzy wtedy we mnie uwierzyli i dali mi przestrzeń, żeby to zrobić, prawdopodobnie nie byłabym dzisiaj tą samą osobą.

Dla mnie Galileo było czymś więcej niż szkołą. Było miejscem, w którym ktoś pierwszy raz zobaczył we mnie nie problem, tylko człowieka. I chyba dopiero po latach rozumiem, jak wiele mi to dało - właśnie dlatego wspominam je jako jedno z najważniejszych miejsc w moim życiu.

Karolina

Najważniejszym, czego nauczyłam się w Galileo, to się uczyć. Poważnie, większość szkół w ogóle nie uczy takiej podstawy i dzieci same muszą dowiedzieć się, gdzie szukać wiedzy, jak zapamiętać dany materiał, jak rozróżnić rzetelne informacje od tych mniej wiarygodnych.. w Galileo nabywa się tę umiejętność głównie dzięki pracy projektowej (W ten sposób zdaje tu się większość egzaminów przedmiotowych).

Galileo to też wspaniała społeczność- wiadomo, taka społeczność to nie tylko fajne wsparcie i poczucie, że masz swoje miejsce, ale również dobra okazja do nauki m.in. współpracy. Ważnym elementem planu jest tu Zgromadzenie, działające na demokratycznych zasadach.

Ta szkoła była dla mnie prawdziwym drugim domem, dawała wsparcie i siłę, by działać. Jasne, nie zawsze było kolorowo- czasem pojawiały się konflikty, czasem niepewność, jednak mimo wszystko, nauczyłam się tu samodzielności, otwartości i poznałam wielu świetnych ludzi.

Lilianna

Do szkoły prowadzonej przez Fundację Swoją Drogą przeniosłem się w wieku dziesięciu lat, po ukończeniu 4 klasy szkoły podstawowej.

Wcześniej byłem w szkole publicznej i na edukacji domowej, a było to spowodowane tym że w państwowej placówce moje wyniki w nauce były niezadowalające, w poszukiwaniu rozwiązania moi rodzice podjęli decyzję o wyciągnięciu mnie z edukacyjnego więzienia (jak postrzegałem wtedy budynek szkolny do którego uczęszczałem) i prowadzeniu ścisłego nauczania które miało pomóc mi w promocji do następnej klasy.

Nauczanie domowe było intensywne i dawało rezultaty ale niestety wyniki w nauce nie są i nigdy nie będą jedynym aspektem rozwoju młodego umysłu.

Po spędzeniu dnia próbnego w szkole fundacji postanowiłem, że od przyszłego roku szkolnego chcę tam kontynuować swoją edukację.

Była to ogromna zmiana, najpierw ze szkoły do nauczania domowego a następnie znowu do szkoły, nie był to jednak krok do tyłu ale olbrzymi skok w kierunku w którym nigdy dotąd nawet by mi nie przyszło spojrzeć.

Nowa szkoła dawała ogromną swobodę a jednocześnie ogromnie kontrastowała z nauczaniem domowym.

Główna różnica polegała na stylu prowadzenia zajęć, otóż atmosfera nigdy nie wyglądała jak w szkole publicznej, uczniowie nie siedzieli w ławkach bojąc się podnieść głowę by nauczyciel nie interpretował tego jako zgłoszenia do odpowiedzi.

Sposób oceniania był zupełnie inny, albowiem polegał on wyłącznie na podstawie programowej, żaden z uczniów nie potrzebował mieć co najmniej 3 ocen ze sprawdzianów w semestrze.

W nowej szkole poczułem że mam swoje miejsce i, że jestem rozumiany jak nigdzie indziej, nie poleciłbym "Galileo" jako najlepszej szkoły na świecie, ale jako miejsca w którym każdy ma swoje miejsce.

Marek

Jesteś absolwentem lub absolwentką Galileo?

Napisz, gdzie zaprowadziła Cię Twoja droga. Twoja historia może pomóc rodzicom i uczniom, którzy dopiero zaczynają.